Zabieg radiofrekwencji mikroigłowej RF należy do kanonu zabiegów medycyny estetycznej – jak mezoterapia, zabiegi osoczem, czy laser. Tak jak one, to niezwykle skuteczny zabieg ujędrniający, który radzi sobie także z wieloma innymi problemami skóry. Przetestowałam go i wracam z wrażeniami.

Radiofrekwencję mikroigłową postanowiłam przetestować dlatego, że to jeden z najważniejszych zabiegów czasów współczesnych. Choć wykorzystuje się w nim technikę nakłuwania, to jest mniej gwałtowny niż laser czy mniej inwazyjny niż mezoterapia. Przy czym, tak jak one, oddziałuje na głębokie warstwy skóry.
 
NA CZYM POLEGA ZABIEG?
 
Technologia wykorzystuje działanie pola elektromagnetycznego, o częstotliwości takiej, jak fale radiowe. Stąd nazwa. A dlaczego igiełki? Zabieg robi się głowicą z pozłacanymi igiełkami, jest ich 25 na 1 centymetrze kwadratowym. W sumie podczas sesji wykonuje się setki, o ile nie tysiące nakłuć. Igiełki są wysuwane, więc lekarz lub kosmetolog reguluje głębokość wkłuwania. Pole elektromagnetyczne nagrzewa igiełki do 45-55 stopni. Podczas zabiegu igiełki wkłuwa się w skórę na głębokość od pół milimetra do 3 mm. Wysoka temperatura podgrzewa włókna kolagenowe, które skracają się jak, powiedzmy, smażony boczek. Efekt? Ujędrniona skóra.
 
JAK PRZEBIEGA RF?
 
Przyszłam godzinę wcześniej, bo tyle działa krem znieczulający. Po nasmarowaniu twarzy kremem i ok. 50 min. czekania na efekt byłam gotowa. Ekspertka zmyła krem, zdezynfekowała skórę, po czym, bez zbędnych wstępów, zaczęła „jeździć” po skórze głowicą z igiełkami. Nie czułam żadnych „nakłuć”, natomiast chwilami odczuwałam silne gorąco i pieczenie. Po każdym centymetrze skóry trzeba przejechać urządzeniem kilkakrotnie – to jak precyzyjne odkurzanie dywanu 😉 Poprosiłam, żeby skupić się na moim podbródku, więc tu właśnie lekarka (z igiełkami) spędziła więcej czasu. Popracowała też nad obszarem pod oczami. Po ok. 45 minutach było po wszystkim. Specjalistka nasmarowała mi twarz bogatym kremem z kolagenem. Spojrzałam w lustro – byłam całkiem czerwona. Tego dnia już nie robiłam demakijażu, ale już rano, wciąż zaczerwieniona, mogłam się normalnie umalować i zakryć skórę podkładem. Potem przez kilka dni stosowałam łagodne kremy nawilżające, takie dla dzieci. Na zabiegu byłam we wtorek, w czwartek już nie było śladu po „inwazji”.
 

Fot. IMAXTREE/Agencja Free


PLUSY I MINUSY RADIOFREKWENCJI
 
Plusy: wiem, że porównanie z boczkiem na patelni nie zachęca do podjęcia ryzyka, ale zapewniam, że tak naprawdę radiofrekwencja jest fantastyczna.
💋 Jest to jeden z tych zabiegów, które mają najlepszy stosunek skuteczności do ceny i przebiegu (inwazyjności).
💋 Po kilku zabiegach skóra staje się sprężysta i faktycznie lepiej napięta. RF unosi opadający owal, likwiduje „chomiki”, zmniejsza pory, blizny po trądziku, a także rozstępy (w skórze pod wpływem gorąca następują intensywne procesy odbudowy, więc się regeneruje, wygładza, a blizny i rozstępy znikają).
💋 W porównaniu z wieloma innymi zabiegami ryzyko powikłań jest minimalne.
 
Minusy:
💉 po zabiegu twarz jest zaczerwieniona i może (ale nie musi) pojawić się obrzęk. U mnie się nie pojawił. Przez ok. 2-3 dni należy stosować krem łagodzący, po czym wszystkie nieprzyjemne objawy znikają.
💉 jeden zabieg nie wystarczy, więc trzeba wydać 2,5-3,5 tysiąca, by zobaczyć efekt (w każdej klinice pakiet jest tańszy, niż pojedyncze zabiegi, więc szukajcie promocji). Prawdziwą odmianę przynoszą dopiero 3-4 zabiegi co miesiąc, a potem jednorazowe zabiegi „przypominające”.
💉 Sam zabieg jest niezbyt przyjemny, ale po to jest znieczulenie.

 
Radiofrekwencja RF, w klinice medycyny estetycznej i medycyny naturalnej Rosamed Clinic, ul. Drawska 29A lok. 91, Warszawa, http://rosamedclinic.pl/, cena zabiegu: na twarz, szyję i dekolt ok. 1000 zł

Ta strona wykorzystuje pliki cookies.