kwarantanna koronwirus Blush

Epidemia zmusza nas do zatrzymania. I jestem przekonana, że ta kwarantanna jest największym darem, jaki mogła dostać w tym momencie ludzkość.

Pierwsze dni pracy zdalnej, na ulicach pusto, w sklepach niedobitki tych, którzy jeszcze robią zapasy. Miasto się zatrzymało. Świat też. Kwarantanna to bezcenna okazja, by wyleczyć chorobę duszy, jaka toczy świat.
👑🦠
Podstawowe funkcje spowolniły, choć nie wyłączyliśmy się tak, jak wygląda to na filmach katastroficznych – w których nie ma telewizji, splądrowane sklepy zieją kłującymi oczodołami wybitych szyb, a po pustych ulicach fruwają śmieci i wczorajsze gazety. Na szczęście taki obraz to wciąż fikcja. My, dobrze zaopatrzeni w jedzenie, rozmaite delikatesy i doskonałe wino, siedzimy (coraz mniej zadowoleni, coraz bardziej przerażeni) z nosami w Internecie.
Takie rzeczy, jak prawdziwa apokalipsa, tylko w serwisach filmowych – notabene, dobrze rozpędzonych i działających na maksimum obrotów. Podobno Netflix, żeby nadążyć z zapotrzebowaniem na swoje usługi w czasie „koronaferii”, zakupił dodatkowe serwery za dobre kilkadziesiąt milionów. Tak oto wygląda nasza pandemia. Nasz pseudo-koniec świata. Nasza wesoła kwarantanna. Co by jednak było, gdybyśmy tak potraktowali tę sytuację poważnie, tak, jak na to zasługuje? Nie mówię wcale o zagrożeniu wirusem, bo to wróg dobrze znany i opisany. Mówię o tym, by wykorzystać tę kwarantannę na maksa – i naprawdę, szczerze i z oddaniem zatrzymać się w życiowym biegu.

Religia aktywności

Aktywność stała się nową religią. Problem polega na tym, że rytm świata przyśpieszył tak bardzo, iż trudno nam dostrzec, że bierzemy na siebie zbyt wiele. 120 lat temu podobne tempo by człowieka zabiło lub zaprowadziło do psychuszki. My zaś uwierzyliśmy, że musimy korzystać ze świata, brać wszystko garściami, pożerać, gromadzić, „uczestniczyć” i „korzystać z możliwości”. Wierząc, że kompulsywna aktywność jest dobra i zdrowa, sięgamy po kolejne prace, hobby, diety, studia, kursy i coachingi. Nurkujemy w strumieniu informacji na Facebookach i Twitterach, połykając setki-tysiące newsów dziennie. „Ta informacja jest stara, ma 3 godziny”, mówi się u mnie w pracy. Coś wam dzwoni, prawda?
🔔
Za tymi wszystkimi aktywnościami, samodoskonaleniem, sportami, hobby, komunikacją i pracą idzie niewątpliwy rozwój samoświadomości. Poznajemy nowe obszary, dziedziny, świat i siebie. Rozumiemy coraz więcej, ale czy jesteśmy szczęśliwsi? NIE. Depresja staje się chorobą społeczną. Psychologowie zwracają uwagę, że pogoń za aktywnościami, sytuacja, gdy mamy mnóstwo spraw na głowie i jesteśmy „zarobieni” jest sprytnym sposobem na przykrycie wewnętrznej pustki lub smutku… A może, dzięki tej życiowej pogoni, jesteśmy ZDROWSI? NIE! I tu pojawia się… koronawirus!

Lek dla duszy

Według nowych gałęzi medycyny alternatywnej, jak Totalna Biologia czy Psychogenealogia, same objawy choroby są tak naprawdę … jej ostatnim etapem. W zasadzie to choroba jest już etapem leczenia – choroba jest lekiem, mówiąc wprost. To moment, gdy organizm „zrzuca” z siebie problem psychiki, lokując go w odpowiednim organie ciała i ujawniając problem. Tak to wygląda w maksymalnym uproszczeniu. Podobnie widzi to rosyjski uzdrowiciel, mistyk i autor słynnej „Diagnostyki karmy”, Siergiej Łazariew. Dla Łazariewa choroba jest ostatnim stadium prawdziwego problemu – długofalowej choroby duszy. Spada na nas po długim okresie zaniedbań i złej postawy wewnętrznej i swoimi nieubłaganymi objawami wymusza na nas pewne określone zachowania. Te zachowania to na przykład: bezruch, zatrzymanie, spowolnienie tempa życia, przejście na lepszą dietę i zdrowszy tryb życia.
🔔
Ale jak to się ma do koronawirusa? Epidemia zmusiła świat do kwarantanny, zatrzymania. Jest jak każda jednostkowa choroba wirusowa, która zmusza do izolacji od reszty ludzi i wzięcia L4, tyle że na masową skalę. Czy cokolwiek innego, może poza wojną, byłoby w stanie zmusić nas do czegoś równie skutecznie? Nie sądzę. Czy Ziemi i Ziemianom był to potrzebne? Uważam, że takie zatrzymanie było wręcz niezbędne. W ostatnich 5-10 latach pogrążyliśmy się w istnym szaleństwie. Pogłębiające się, nierozwiązywalne spory ideologiczne, rozpad więzi, zanik miłości bliźniego, utrata dobrych obyczajów, życzliwości, wrażliwości na drugiego, degeneracja postaw, degradacja wartości, utrata kontaktu z dziećmi – to najważniejsze ze skutków tego światowego szaleństwa, pędu i nadaktywności.
Poza ewidentnymi kosztami społecznymi i jednostkowymi, jakie niesie koronawirus, jest to, mówiąc Łazariewem, lek dla nas wszystkich.

Prawo Bartleby, czyli „I would prefer not to”

Tak się składa, że niedawno w USA pojawiła się ciekawa książka Jenny Odell „How to do nothing. Resisting the attention economy”. Autorka,na co dzień artystka, zauważyła, jak ważne w życiu są momenty nicnierobienia. Kryje się za nimi cała filozofia, która bazuje na idei „refusal”, czyli odmowy. Odmowa poddania się regułom tego szalonego świata to klucz do osobistego szczęścia. Odmowa była, pisze Odell, podstawą filozofii Diogenesa z Synopy, który manifestując swój stosunek do powierzchowności, blichtru i głupoty swoich czasów po prostu odmówił udziału w świecie i świadomie łamał wszystkie konwenanse (najczęściej brutalnie).
🔔
Ulubionym cytatem Jenny Odell jest słynna fraza, wygłoszona przez bohatera noweli Hermana Melville „Kopista Bartleby. Historia z Wall Street”:
– I would prefer not to („wolałbym nie”, inaczej mówiąc, „nie chcę tego robić”) – powiedział Bartleby do swojego szefa, zawierając w tym zdaniu mnóstwo ważnych sensów. To jedna z najsłynniejszych i najważniejszych fraz literatury współczesnej. Kopista Bartleby, dotychczas wzorowy, wręcz gorliwy pracownik kancelarii adwokackiej, nagle staje okoniem! Swoją odmową wykonania zadania wywraca porządek w firmie, burzy ustalony porządek i sposób myślenia szefa i kolegów w firmie. Dlaczego to robi, stanowi zagadkę tej książki, która tak naprawdę jest przypowieścią filozoficzną.
Jenny Odell postuluje, byśmy zdecydowali się na podobny krok, co bohater Meliville’a i filozof Diogenes. Tylko że w naszych czasach taka odmowa ma nieco inny wymiar. Tam, gdzie inni są hiperaktywni, mówi Odell, ty zawsze możesz dokonać osobistego aktu odmowy. Usiądź na ławce i… nic nie rób, po prostu.
🔔
Filozofii Odell kibicują Totalna Biologia, rosyjscy mistycy i rzesze psychologów, którzy widzą, jak degradujące dla naszej duszy, charakteru, zachowań są pośpiech, hiperaktywność i zbiorowa hipnoza, w jakie gromadnie wpadliśmy. Potrzebujemy się zatrzymać, po to, żeby PRZESTAĆ tak gonić. Otrząsnąć się z hipnozy. Spojrzeć z bliska na ukochanych, usiąść spokojnie w miękkiej kanapie, zadzwonić do kogoś dawno niewidzianego, pomyśleć, czego chcemy od życia i docenić to,co już mamy.
 
Tylko że, jak w przypadku każdej choroby, coś musi nas do tego zmusić. Na skalę świata zrobiła to za nas pandemia. Dlatego powtórzę: jest to – w pewnym sensie – największy dar i najlepszy lek, jaki mogła dostać w tym momencie ludzkość.
 

kwarantanna koronawirus Blush

Szok, jakim jest kwarantanna podczas epidemii koronawirusa, może mieć niespodziewany leczniczy efekt dla ludzi. Fot. IMAXTREE/Agencja Free

DZIEWCZYNY!

ZAPRASZAM PO WIĘCEJ TEMATÓW, NP. O URODZIE, MODZIE:

ZA KULISAMI pokazów mody – ZDJĘCIA! Cz.1


… I O INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH:

Pochwała NIEDOSKONAŁOŚCI

A W OGÓLE TO… ZAPRASZAM NA BLUSH!

I nie zapomnijcie polubić moją stronę na Facebooku, znajdziecie ją TUTAJ!

Ta strona wykorzystuje pliki cookies.